Będąc na urlopie letnim w okolicy Babiej Góry miałem okazję "połazić" sporo po górach. Jednak rower może być dobrą odmianą dla wycieczek pieszych. Dlatego któregoś ciepłego dnia postanowiłem pojechać w okolice Czarnego Dunajca, aby osobiście ocenić tamtejsze szlaki rowerowe. Czytałem bowiem wcześniej, że infrastruktura rowerowa na Podhalu jest na bardzo wysokim poziomie.
Na wycieczkę rowerową wybrałem się sam. Z jednej strony dałem rodzinie odpocząć po intensywnej wyprawie górskiej dzień wcześniej. Z drugiej strony liczyłem na to, że samodzielnie przejadę więcej kilometrów i w szybszym tempie. Wycieczkę rozpocząłem niedaleko mostu na Dunajcu w miejscowości Podczerwone. Stąd wygodnym, asfaltowym szlakiem pojechałem w kierunku przejścia granicznego ze Słowacją. Odcinek od granicy do słowackiego miasteczka Trstena liczy kilkanaście kilometrów. Jest to fragment dużego projektu o nazwie Velo Tatry. Szlak Wokół Tatr nie jest jeszcze całkowicie ukończony, ale odcinek którym jechałem dał wspaniałą namiastkę tego, co można będzie poczuć objeżdżając całe Tatry.
Jadąc do Trsteny po lewej stronie towarzyszył mi widok majestatycznych Tatr. Piekne widoki oferowały także okolice pokonywanych mostów. Wkrótce w dole pojawiła się rozległa miejscowość Liesek, na wysokości której można zrobić przerwę odpoczywając w miejscu obsługi rowerzystów tuż przy urokliwej kapliczce z drogą krzyżową.
Trstena to sympatyczne, słowackie miasteczko. Jest tu stary rynek z ładnymi kamieniczkami, spośród których wyróżnia się miejscowy hotel. Na rynku jest mały, zabytkowy kościół św. Jerzego oraz klasztor franciszkanów, które tworzą barokowy kompleks sakralny z XVIII wieku. Nieopodal znajduje się kościół św. Marcina - najstarszy i najważniejszy zabytek miasta, którego początki sięgają XIV wieku. Pierwotnie gotycka świątynia została w XVII wieku przebudowana w stylu renesansowym, a w XVIII wieku zbarokizowana. Charakterystycznym elementem jest powojenna wieża z galeryjką oraz otaczający kościół mur obronny z renesansowym portalem wejściowym.
W stronę Polski wracałem tą samą trasą. Po przekroczeniu granicy miałem sporo sił, dlatego postanowiłem odbić w prawo w kierunku Chochołowa. Bardzo wygodną, rowerową ścieżką, mając Tatry czołowo przed sobą dojechałem do tej miejscowości, słynącej z charakterystycznej, drewnianej, góralskiej zabudowy.
Dzień był piękny, a dotychczasowa trasa prawie w ogóle mnie nie zmęczyła. Postanowiłem zatem poznać inne okoliczne szlaki. Zmierzając okrężną trasą z Chochołowa w kierunku Czarnego Dunajca miałem okazję doświadczyć kilku podjazdów i zjazdów, szutrowej nawierzchni, a także obserwować pasące się w okolicy stada krów i owiec. Na każdym etapie towarzyszył mi wspaniały widok z jednej strony na Tatry, a z drugiej na Beskidy z wyróżniającą się Babią Górą na horyzoncie. Gdy dotarłem do drogi wojewódzkiej prowadzącej do Nowego Targu, to skręciłem w lewo w ścieżkę rowerową, która zaprowadziła mnie do parkingu przy moście na Dunajcu, gdzie zostawiłem samochód i skąd rozpocząłem wycieczkę.
Podczas wyprawy przejechałem ponad 60 km. Mimo że Tatry były na wyciągnięcie ręki, większość trasy była technicznie łatwa bez męczących podjazdów. Jazda wspaniale przygotowanymi, bezpiecznymi ścieżkami i szlakami rowerowymi z możliwością podziwiania cudownych widoków na długo pozostanie w mojej pamięci.