Wiele lat temu, będąc jeszcze na studiach wyruszyliśmy ze znajomymi na wyprawę do Turcji. Publicznymi środkami komunikacji przemierzyliśmy Ukrainę, Rumunię i Bułgarię, aby w końcu zameldować sie w okolicach starożytnego Efezu. Tamta wyprawa z plecakiem na plecach pozostawiła po sobie wiele ciekawych wspomnień. W pewnym sensie stała się także inspiracją do tego, aby po wielu latach odwiedzić ten region Turcji ponownie wspólnie z żoną i dziećmi.
Tym razem naszą bazą wypadową był elegancki hotel w spokojnej miejscowości Davutlar na południe od Kusadasi. Z okien pokoju mieliśmy wspaniały widok na grecką wyspę Samos oraz okoliczne góry. Nadmorska promenada łącząca Kusadasi z Guzelcamli zachęcała do spacerów. Któregoś dnia wybraliśmy się na taki spacer plażą. Zamierzaliśmy zobaczyć tzw. Jaskinię Zeusa - grotę z krystalicznie czystym jeziorkiem o stałej temperaturze wody wynoszącej 18 stopni C. Niestety jaskinia była zamknięta, a kilkukilometrowa droga w największym upale dała się wszystkim we znaki. Dlatego postanowiliśmy wrócić do hotelu tzw. dolmuszką, czyli lokalnym busem. Mapa wskazała mi odpowiedni przystanek, jednak po kilku minutach oczekiwania postanowiłem skierować się do miejsca, które było oznaczone na mapie jako lokalny dworzec autobusowy. Na miejscu okazało się, że była to baza, gdzie w cieniu siedziało kilku kierowców. Po usłyszeniu pytania o trasę do naszego hotelu jeden z nich zawołał nas do busa. Chciałem na wstępie ustalić cenę przejazdu obawiając się podstępu, jednak kierowca ruszył i nie reagował na pytania o cenę. Po przejechaniu około kilometrowej trasy zatrzymał się na miejscu, skąd za 5 minut miał odjechać właściwy autobus. "No money" - tyle usłyszeliśmy na pożegnanie od uczynnego kierowcy, którego uprzejmość i bezinteresowność zrobiła na nas ogromne wrażenie.
Efez - będący największą okoliczną atrakcją postanowiłem zwiedzić sam. Dzieci nie były szczególnie zainteresowane chodzeniem po starożytnych ruinach, a koszt biletu - 40 EUR od osoby pow. 8 lat to wcale nie mało. Zatem na spokojnie mogłem powrócić myślami do mojej pierwszej wizyty w Efezie. Wtedy z uwagi na ogromny upał zwiedzaliśmy ruiny w pośpiechu. Teraz przygotowałem się lepiej. Wziąłem odpowiedni zapas wody, nakrycie głowy i luźny strój chroniący przed promieniami słonecznymi. Jest to ważne, ponieważ temperatura w Efezie jest wyższa niż nad morzem, zaś brak cienia i słońce odbijające się od białych kamieni mogą być męczące.
Ruiny starożytnego miasta, będące jednymi z największych na świecie robią ogromne wrażenie. Spacerując uliczkami przenosimy się w czasie i wyobrażamy sobie, jak żyli dawni Efezjanie, jakie mieli zwyczaje, wierzenia, rozrywki. Na uwagę zasługuje ogromny amfiteatr, mogący kiedyś pomieścić kilkadziesiąt tysięcy osób, a także Biblioteka Celsusa. Świątynia czczonej tutaj Artemidy była uznawana za jeden z cudów starożytnego świata. Dopełnieniem zwiedzania jest wizyta w Cyfrowym Muzeum Doświadczeń, gdzie dosłownie przenosimy się w czasie oglądając zmieniające się, cyfrowe ekspozycje. Dzięki specjalnym efektom 3D jesteśmy świadkami burzliwej historii Efezu, możemy zobaczyć życie mieszkańców i dawną świetność miasta. Efez to także ważne miejsce dla chrześcijan. W początkach chrześciajaństwa działała tutaj prężnie lokalna wspólnota, do której św. Paweł - apostoł narodów kierował swoje listy. W okolicy Efezu ostatnie lata swojego ziemskiego życia spędziła Matka Boża, którą zgodnie z tradycją sprowadził tutaj z Jerozolimy św. Jan.
W niedzielne przedpołudnie, tym razem z całą rodziną udaliśmy sie na mszę świętą do Domu Maryi na Wzgórzu Słowików koło Efezu. Logistycznie nie była to łatwa wyprawa. Najpierw dolmuszką dojechaliśmy z hotelu do Kusadasi. Tutaj przesiedliśmy się na dolmusz do Selczuku. Na koniec musieliśmy wziąć taxi, ponieważ na Wzgórze Słowików nie kursują żadne lokalne busy, a wąska, kilkukilometrowa droga pod górę mogłaby być za ciężka dla dzieci. Wstęp na teren rezerwatu, gdzie znajduje się sanktuarium wynosi 700 tureckich lirów od osoby dorosłej. Byliśmy bardzo zaskoczeni, kiedy przy kasie okazało się, że obsługa nie chce gotówki, lecz wymaga płatności kartą. Gdyby nie kierowca taksówki mielibyśmy problem, ponieważ kartę zostawiłem w hotelowym sejfie. Kierowca uiścił płatność kartą za nas, a ja zwracając gotówkę wynagrodziłem go odpowiednim "bakszyszem", czyli napiwkiem za pomoc i życzliwość.
Msza święta odprawiona po angielsku dla licznych pielgrzymów była niesamowitym przeżyciem duchowym. Leśne, odludne wzgórze, cisza przerywana śpiewem ptaków i świadomość, że przed wiekami mieszkała tutaj Matka Boża wprawiły wszystkich w podniosły nastrój. Można by rzec, że odwiedzając Turcję byliśmy w "ziemi świętej". Moją uwagę zwróciła spora liczba miejscowych odwiedzających, dla których Matka Boża jest także ważną osobą, wspominaną na kartach Koranu. Wszyscy pielgrzymi mieli okazję zwiedzić domek Maryi, zaczerpnąć cudownej wody ze źródełka i pozostawić karteczki z prośbami na specjalnie do tego przygotowanej ścianie.
Po mszy wróciliśmy taksówką do Selczuku. To niewielkie miasteczko słynie z imponujących ruin Bazyliki św. Jana z VI wieku oraz dawnej, osmańskiej twierdzy na wzgórzu górującym nad miastem. Niespiesznym krokiem zwiedziliśmy ruiny bazyliki poszukując domniemanego grobu św. Jana Apostoła. Patrzac na makietę zobaczyliśmy, jak ogromną świątynią była ta bazylika w czasach swojej świetności. Po wejściu na wzgórze zwiedziliśmy twierdzę, podziwiając wspaniałe widoki na miasto, znajdujący się poniżej meczet Isa Bey z XIV wieku, będący jednym z najstarszych meczetów w Turcji oraz okoliczne wzgórza i równiny.
Przed powrotem do hotelu zatrzymaliśmy się w Kusadasi. To ciekawe miasto i port nad Morzem Egejskim, słynące z ładnego położenia, zabytków, w tym twierdzy na cyplu i zabudowań starego miasta, gdzie w plątaninie wąskich uliczek mają swoje sklepy i kramy kupcy w ramach lokalnego bazaru. To właśnie ten bazar był największą atrakcją dla moich córek. Świadome tego, że zgodnie z miejscowym zwyczajem należy się targować, dzieczyny "upolowały" sporo ciekawych okazji zakupowych. Z pełnymi torbami wróciliśmy do hotelu, aby w promieniach zachodzącego słońca wykąpać się jeszcze w ciepłych wodach Morza Egejskiego.
Wycieczka do Turcji była nie tylko okazją do odpoczynku we wspaniałym, wakacyjnym klimacie. Była to także możliwość zobaczenia innej kultury, spotkania nowych, bardzo sympatycznych ludzi, skosztowania lokalnych specjałów. Miała także częściowo religijny charakter, ponieważ w muzułmańskiej Turcji odwiedziliśmy miejsca ważne dla chrześcijan.